Szynobus pod drutem to nie przeszkoda, ale dobry temat żeby pasażerowie o tym mówili i nie oceniali ówczesnych decydentów

  • Autor: Stanisław Stadnicki
  • Data publikacji: 22.10.2026 r.
  • Czas czytania: ok. 9 minut

Wczorajsza dyskusja pod artykułem o powrocie bezpośrednich pociągów Nysa-Wrocław przyniosła wiele komentarzy, ale skupiła się przede wszystkim na jednym pytaniu: czy szynobus powinien kursować po zelektryfikowanym odcinku Brzeg-Wrocław? Jedni przekonywali, że lepiej uruchamiać więcej połączeń Nysa-Brzeg i zapewnić przesiadkę. Drudzy bronili możliwości dojazdu do Wrocławia bez zmiany pociągu, nawet jeżeli część trasy skład spalinowy pokona pod siecią trakcyjną. Obie strony przedstawiały swoje racje.

W tej dyskusji niemal zniknęło jednak pytanie najważniejsze: co właściwie zmieniło się od czasu, gdy bezpośrednie połączenia zlikwidowano?

Linia Nysa-Brzeg nadal nie jest zelektryfikowana. Województwo opolskie nadal nie dysponuje pociągami dwunapędowymi, które mogłyby korzystać zarówno z sieci trakcyjnej, jak i napędu spalinowego. Warunki, którymi tłumaczono pasażerom i mediom konieczność przesiadania się w Brzegu, zasadniczo więc pozostały. A jednak bezpośrednia relacja ma wrócić. Skoro dzisiaj można ją przywrócić mimo tych samych ograniczeń, trudno nie zapytać, dlaczego niemal trzy lata temu uznano je za argument przemawiający za jej likwidacją.