Pociąg pełen przemycanego spirytusu stanął w płomieniach. Zapomniana katastrofa kolejowa pod Krzanowicami. Szacuje się, że w pociągu zginęło nawet 45 osób.
Na magistrali podsudeckiej oraz na odchodzących od niej liniach bocznych wydarzyło się wiele tragicznych wypadków kolejowych. Niektóre spowodowały błędy ludzi, inne awarie urządzeń, zły stan torów albo niekorzystne warunki atmosferyczne. Katastrofa, do której doszło jesienią 1919 roku w Krzanowicach, była jednak pod wieloma względami wyjątkowa. Bardzo obszerny materiał. Zapraszam do lektury.
O jej potwornych skutkach zdecydował nie tylko błąd popełniony podczas prowadzenia pociągu towarowego. Śmiertelną pułapką okazał się przemycany spirytus, którego znaczne ilości znajdowały się w wagonach pociągu osobowego. Alkohol przewozili pasażerowie, ale - według lokalnych opracowań - w nielegalny proceder mieli być zaangażowani również kolejarze.
Po zderzeniu drewniane wagony stanęły w ogniu. Pękające butelki i metalowe pojemniki uwolniły spirytus, który rozlał się po podłogach, ubraniach oraz szczątkach wagonów. Płomienie przenosiły się błyskawicznie. Ludzie, którzy przeżyli samo uderzenie, zostali uwięzieni we wrakach albo wybiegali z wagonów z płonącą odzieżą.