Kto zabił społeczną wiarę w powrót kolei do Głubczyc?
Kilkanaście dni temu rozmawiałem z jednym z samorządowców zaangażowanych w temat odbudowy połączeń kolejowych do Głubczyc. W pewnym momencie powiedział zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć: "Dawno nie spotkałem się z tak dużym społecznym zniechęceniem wobec kolei". Przyznam, że nie byłem tym zaskoczony. Wielu mieszkańców powiatu głubczyckiego ma dziś podobne odczucia. Problem polega jednak na tym, że mało kto zastanawia się, skąd właściwie wzięło się to zniechęcenie i kto ponosi za nie odpowiedzialność.
Spróbujmy spojrzeć prawdzie w oczy. Gdyby dziś przeprowadzić w okolicach Głubczyc referendum i zadać mieszkańcom tylko jedno pytanie: Czy jesteś za powrotem pociągów pasażerskich?, wynik mógłby zaskoczyć wiele osób. Jestem przekonany, że wygrałaby odpowiedź: Nie. Nie dlatego, że mieszkańcy nie potrzebują kolei. Nie dlatego, że nie chcą wygodnych połączeń, bezpiecznego transportu czy alternatywy dla samochodu. I nie dlatego, że przez ostatnie ćwierć wieku nagle pokochali komunikacyjne wykluczenie.
Byłoby dokładnie odwrotnie. Odpowiedź Nie wygrałaby dlatego, że przez ponad 25 lat ludzi skutecznie nauczono, iż kolej jest czymś nierealnym, niepotrzebnym, zbyt drogim i skazanym na porażkę. Przez lata słyszeli, że pociągi się nie opłacają, że pasażerów nie ma, że ważniejsze są drogi, że na kolej nie ma pieniędzy, że to już nie wróci. Te słowa powtarzali politycy, samorządowcy, przedstawiciele kolei, a nierzadko także media. W efekcie wielu mieszkańców przestało wierzyć nie tylko w możliwość odbudowy połączeń, ale wręcz w sam sens walki o ich powrót.